środa, 12 lutego 2014

Life hack #1

Franz Eugen Köhler, Köhler's Medizinal-Pflanzen via. http://commons.wikimedia.org/
Lubię imbir, przypomina mi wszystkie smaki z Azji. Jest niezastąpiony do mojej ulubionej letniej lemoniady. Jednak kupujemy zazwyczaj jak najmniejszy kawałek, bo mało go zużywamy podczas przyrządzania potraw- potrafi zdominować smak i stosunkowo szybko więdnie w lodówce- natomiast trzymany poza nią potrafi zacząć kiełkować (bywa że kiełkuje w lodówce).

Po pierwsze taki kiełkujący imbir warto wsadzić do jakiejś doniczki z ziemią i za kilka miesięcy mieć piękny ‘kwiatek’ o intensywnie zielonych ozdobnych liściach.

Po drugie- czas na life hack!
Wiele przepisów wymaga świeżo startego imbiru- każdy kto próbował tego dokonać wie jak wygląda przegrana z włóknistym wnętrzem tego rozkosznego kłącza. Wrzucanie natomiast odkrojonych kawałków kończy się najczęściej przeimbirzeniem.
Po zakupie, przekrójmy imbir na dwie części (tak żeby mieć widoczne żółte wnętrze, czy wzdłuż czy w szerz nie ważne) i wrzućmy go do zamrażarki. Tak o, bez obwijania w folie. Zmrożony nie traci aromatu i przechowuje się bardzo długo. Kiedy jest nam potrzebny w zwyczajny sposób go ścieramy na tarce o małych oczkach bezpośrednio do dań i napojów. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz